Świadek historii

swiadek_historii_2014_201516

Świadek historii

Październikowe przedpołudnie. Rozświetlona słońcem szkoła  gościła w dniu 17 października  osobę  niezwykłą. To pan Aleksander Wiechowski – uczestnik  i świadek Powstania Warszawskiego.  Urodzony  i wychowany  w Warszawie, w  Śródmieściu, przy ul. Chmielnej.
Spotkanie  z klasami  trzecimi odbyło się  o godzinie 11. 10. O 12 z panem Wiechowskim spotkało się  grono liczniejsze –  uczniowie klas drugich, czwartych  oraz piątej a i szóstej b.


Rodzina pana Aleksandra boleśnie odczuła  skutki wojny – jednego wujka stracił w Katyniu, drugi zginął w hitlerowskim obozie koncentracyjnym. Okupacja zmieniła jego dzieciństwo – nawet dzieci wiedziały, czym są uliczne łapanki, godzina policyjna, sklepy Nur für Deutche, nawet one poczuły i zrozumiały okupacyjny terror.


W chwili wybuchu powstania  pan Aleksander miał tylko 10 lat, był  drobnym, niewysokim chłopcem. Dzień 1  sierpnia  zapamiętał szczególnie – był pochmurny wtorek, w powietrzu unosiła się  mżawka i specyficzna aura  niespokojnego oczekiwania –  walka  była nieunikniona.  Gdy po latach rozmawiał  na ten temat ze słynnym kurierem – Jan Nowak Jeziorański też  przyznał, że  wybuch powstania był nieunikniony. Terroryzowana  przez lata Warszawa patrzyła z radością, jak ze wschodu ciągnęły kolumny wojsk hitlerowskich, opuszczały te tereny rodziny osiedlonych Niemców.  W tę lukę pomiędzy frontami  miała  wejść Warszawa  z bronią  w dłoni.


Nadeszła  historyczna godzina WALKI. I rozpoczęło się… Pan Wiechowski  ze  łzami  w oczach przypomniał z jakim wzruszeniem  i dumą patrzył on  i  mieszkańcy miasta  na  polskie flagi. Pierwsze po pięciu latach okupacji!


W latach pokoju nie doceniamy wartości  sztandaru, nie wiemy,  co  oznacza przelać krew za Ojczyznę, której umiłowanym znakiem jest ten biało-czerwony płat   materiału. Nasz gość zachęcał dzieci, by  były  z tych barw dumne, by  często podkreślały  swoją narodową przynależność, która  nabyta została dla  nich tak cenną  ofiarą krwi. Potrafią być  dumne inne narody – pan Aleksander przez wiele lat pracował w redakcji słynnego pisma „Times” i widział tę dumę  u Amerykanów.


Co robili w czasie powstania  tacy chłopcy jak mały Oluś?
Wszystko obserwował, wszędzie chciał być obecny, wkrótce dołączył  do grupy chłopców roznoszących  powstańcze gazety. W  swych kilometrowych, codziennych  trasach  czyhało na chłopców wiele zagrożeń –  gołębiarze, zmienna lokalizacja powstańców, głód był codziennym towarzyszem. Wielu jego kolegów  zginęło.


On sam po latach  wierzy, że  Matka Boża, której wówczas zawierzył, osłoniła  go i ocaliła. Prowadziła  przez  te dziesiątki lat   udanego życia  w redakcji prestiżowego pisma, działalności  na emigracji,  decyzji  o powrocie  do Polski, życia  w nowej Warszawie. Jest świadkiem tamtych dni, świadkiem, który uczy nas, że miłość  Boga i Ojczyzny  to nie  puste  frazesy.


Panie Aleksandrze –  dziękujemy  za  to świadectwo!

POWRÓT