Klasa 2a i 2b w Dolinie Bobrów

W dniu 11 października wyruszyliśmy dwoma klasami 2a i 2b na jednodniową wycieczkę do Gospodarstwa Agroturystycznego,, Dolina Bobrów”. Gospodarstwo mieści się nad rzeką Świder w miejscowości Wólka Dłużewska. W niewielkiej odległości od gospodarstwa znajdują się rezerwaty przyrody “Wólczańska Góra” i “Świder”. Na terenie rezerwatów często można napotkać bobry i wydry.

Po przyjeździe na miejsce nie mogliśmy się doczekać zabaw na świeżym powietrzu, gdyż pogoda była tego dnia piękna. Gdy wysiedliśmy z autokaru ustawiliśmy się w pary i udaliśmy się wszyscy do drewnianej chaty, w której z uśmiechem przywitały nas gospodynie tego miejsca ubrane w barwne i kolorowe stroje ludowe.

Pierwszym punktem naszego pobytu w gospodarstwie było drugie śniadanie połączone z degustacją jesiennych warzyw i owoców z ogrodu warzywnego gospodarzy. Następnie podzieleni na dwie grupy zostaliśmy rozdysponowani do poszczególnych zadań. Jedna grupa poszła kopać ziemniaki, a druga grupa zajęła się przygotowywaniem i smażeniem placków ziemniaczanych.  Potem była zamiana. Dodatkowo obejrzeliśmy wiele dawnych przyrządów przydatnych do pracy w polu czy na gospodarstwie. Poszliśmy też  na grzybobranie do pobliskiego lasu. Czas umilały nam dwa place zabaw znajdujące się na terenie gospodarstwa. Wszyscy spędzili miło czas, a dla dzieci była to bardzo ciekawa przygoda. Z dala od zgiełku i hałasu uczniowie klasy 2b mogli przeżyć wiele atrakcji w bliskim kontakcie z naturą.

Zadowoleni i pełni wrażeń około godziny 16:00 wróciliśmy do Warszawy. Wszyscy jednogłośnie uważamy , że była to udana wycieczka, która jeszcze bardziej zintegrowała obie klasy.

Wycieczka do gospodarstwa agroturystycznego „Dolina Bobrów”

Jedenastego października klasy drugie pojechały na wycieczkę do „Doliny Bobrów”. Gospodarstwo agroturystyczne mieści się w Wólce Dłużewskiej.

Podróż minęła nam szybko. Na miejscu czekała na nas pani prowadząca warsztaty. Po zjedzeniu śniadania zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Pierwsza poszła kopać ziemniaki, a druga robić placki ziemniaczane. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym czekały na nas przygotowane tarki i noże do obierania ziemniaków. Szybko zabraliśmy się do pracy. Każdy z nas obrał oraz utarł bulwę. Zadanie było trudne, ale nie poddaliśmy się. Kilkoro dzieci okazało się mistrzami w obieraniu. W misce zabrakło ziemniaków. Zdecydowanie gorzej było z tarciem, ale i to zadanie niektórym uczniom wydało się bardzo atrakcyjne. Nie można im było zabrać tarki.

Pani prowadząca warsztaty zebrała do jednej miski masę ziemniaczaną przygotowaną przez dzieci. Dodała do niej mąkę, sól i wbiła dwa jajka. Wszystko dokładnie wymieszaliśmy i zaczęło się smażenie placków. Wyglądały bardzo apetycznie. Niestety musieliśmy zaczekać na degustację.

Po ciężkiej pracy należy się relaks. Szybko ubraliśmy się i poszliśmy na zawody sportowe. Pani Jadzia podzieliła nas na dwie grupy. Slalom z szyszką na drewnianej łyżce okazał się bardzo prostym zadaniem. Prawdziwe emocje wzbudziły wyścigi w workach oraz przeciąganie liny. Zwycięskie drużyny szalały ze szczęścia.

Po intensywnym wysiłku fizycznym zaproszono nas na degustację placków ziemniaczanych. Były pyszne. Nawet te dzieci, które nie przepadają za tą potrawą jadły z apetytem.

Potem rozpoznawaliśmy jesienne dary z ogrodu i sadu za pomocą dotyku, wzroku, zapachu, a także smaku. Panią Weronikę zamurowało, gdy dzieci zaczęły jeść ząbki czosnku tak jak marchewkę. Patrzyła na nie z podziwem. Następnie ubraliśmy się i poszliśmy do ogrodu warzywnego. Nad nami unosił się intensywny zapach czosnku. Po drodze chłopcy wypatrzyli działo. Okazało się, że jest to kopaczka ziemniaczana konna. Troszkę byli rozczarowani. Pani Weronika wyjaśniła nam, do czego służą pozostałe dawne maszyny rolnicze.

Następnie wzięliśmy kosz oraz motykę i poszliśmy kopać ziemniaki. Wszyscy czekali z ogromną niecierpliwością na swoją kolej, ponieważ to była prawdziwa loteria. Przy odrobinie szczęścia można było wykopać nawet 12 bulw spod jednego krzaczka ziemniaka, a czasami tylko dwie lub trzy. Niektóre dzieci zabrały ziemniaki na pamiątkę do Warszawy.

Po wykopkach poszliśmy na grzyby do pobliskiego lasu. Królowały czerwone muchomory. Wszędzie ich było pełno. Julek wśród nich wypatrzył dorodnego koźlarza. Wszyscy dokładnie obejrzeliśmy go i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie.

Było już późno. Musieliśmy wracać do szkoły. Ta wycieczka była pełna wrażeń, wiedzy i doznań smakowych.

POWRÓT